About

 Myśl o malarstwie, albo, inaczej mówiąc, o mazaniu. Jeżeli

bowiem jestem malarzem, mogę powiedzieć, że najważniejszą rzeczą

w sztuce pędzla jest operowanie (bynajmniej nie trupów) materią

malarską. Interesuje mnie farba jako błoto, ten brud powstający z

przełamanych tonów. Mazanie tym ‘błotkiem’, tą ‘ciapą’,

tym oleistym smarowidłem jest kwintesencją tego, co robię, albo

przynajmniej do tego zmierzam.

Zmierzam do wymazania, zamazania, zapackania, zasmarowania,

zabrudzenia powierzchni płótna lub innej płaszczyzny.

Interesuje mnie kolor, powiem więcej, fascynuje mnie kolor, ale

nie ten ładny, śliczny, podlizujący się, estetyzujący,

wyrafinowany w sposób płytki, by znęcić swoją ‘ślicznością’,

‘ładnością’ potencjalnego odbiorcę, oglądacza i podglądacza

obrazów. Mój kolor to kolor ‘odrzucony’, niechętnie oglądany,

‘brzydki’, brudny, zwietrzały, przegniły, przemieszany,

wymęczony, odrzucony, biedny. To kolor błota, brudu, kurzu, szmaty,

stłamszony, skiszony. Jego egzystencja jest ciężka, niestrawna dla

większości ludzi, jest to kolor wyklęty, ten kolor ma w dupie czy

go lubisz, ten kolor zaprzecza łatwości w malarstwie. On się nie

narzuca i nie prosi o nic. Jest śmieciem. Interesuje mnie ten śmieć,

ten syf, ten szajs powstający z wymieszania pigmentów.

Gdy widzisz jakieś mordy, ciała lub jego fragmenty, to tylko

dlatego, że tak chcesz. One są tylko pretekstem, żeby smarować te

puste powierzchnie kolorami nędzy, brudu, gnicia, piwnic.

Gdy widzisz tak zwaną ‘abstrakcję’ to tylko dlatego, że tak

chcesz. Ona jest tylko pretekstem do dalszego mazania, ciapania,

smarowania i międlenia

kolorem zwichrzonym, sprzeniewierzonym, zniekształconym,

zwyrodniałym, stłamszonym, zdekoloryzowanym, przytępionym.

Smaruję więc jestem.

 translation coming soon